Strona główna » Blog » Przygotuj dziecko do walki

Przygotuj dziecko do walki

Wychowanie to nie tylko bezinteresowna miłość i dobry przykład. I nie tylko stawianie dziecku wyraźnych granic. Wychowanie to także trening, zaprawianie do boju. Stanowczo za mało stwarzamy dzieciom okazji do rozwijania niewykształconych jeszcze muskułów woli.

Zmień kolejność

Pamiętam, jak w okresie PRL-u jadłem kromkę chleba posmarowaną margaryną z ułożonym na niej o wiele mniejszym kawałkiem szynki. Za każdym kęsem chleba przesuwałem ten plasterek dalej i dalej, by dopiero na sam koniec cieszyć się jego smakiem. Ta prosta technika wzmacniania woli przez odraczanie gratyfikacji została dziś w wychowaniu dzieci niemal zapomniana. Również w świecie dorosłych powszechniejsze stało się zjadanie najpierw szynki, a potem chleba – czyli zostawianie na koniec tego, co podstawowe, delektując się najpierw tym, co daje większą przyjemność. Na początku bierzemy się za łatwe i przyjemne zajęcia, by ciężką pracę zostawić na później. Wyjadamy z ciasta rodzynki, ściągamy ukradkiem wisienkę z tortu, od razu po studiach sprawiamy sobie nowe mieszkanie, by potem w pocie czoła spłacać kredyt. Najpierw chcemy się bawić, a potem płacić ciężko zarobionymi pieniędzmi za coś, co już spowszedniało lub przeminęło. Najpierw zabawa, potem trud. Tego uczą się od nas dzieci. Odwróćmy więc kolejność, zostawiając wisienkę na torcie… na deser.

Zdjęcie autorstwa Alexandr Podvalny z Pexels

Ciężko pracuj, by lepiej odpoczywać

Gdy napełnimy szklankę po brzegi wodą, cukrem lub solą – już nic więcej się w niej nie zmieści. Nie włożymy do niej nawet najmniejszego kamyka. Gdy jednak najpierw napełnimy ją kamieniami, będziemy mogli jeszcze dosypać do niej piasku, dolać wody, a nawet na koniec dorzucić szczyptę soli.

Podobnie jest w życiu. Zajmując się najpierw najcięższymi i najmniej przyjemnymi zajęciami – pozostawiamy jeszcze wiele miejsca na nasze pasje, na świętowanie i odpoczynek. Mądrość starożytnego Izraela mówiła, że pracuje się po to, by lepiej odpoczywać. Nam łatwiej przychodzi myśleć, że odpoczywamy po to, by lepiej pracować.

„Najpierw zapracuj, a potem się baw!” Taka maksyma powinna wisieć nad naszym łóżkiem od dzieciństwa. Jeśli nad twoim nie wisiała, powieś ją nad łóżkiem twojego dziecka. To prawda, że miłość otrzymało od ciebie za darmo, ale musi nad sobą pracować, by umieć ją przyjąć, by dać się kochać. Musi nad sobą pracować, by doświadczając miłości – rozwijać w sobie zdolność odpowiadania na nią szlachetnym postępowaniem. A tu potrzeba nie tylko pięknego uczucia, ale również silnej woli.

Zdjęcie autorstwa olia danilevich z Pexels

Cztery przyrządy treningowe

Dziecku w wieku 6-10 lat pomożemy rozwinąć silną wolę, jeśli: 1) zamienimy uleganie zachciankom na obietnice, 2) zobowiążemy dziecko do wierności stałym punktom dnia, 3) dostarczymy mu narzędzi do monitorowania postępów, 4) wraz z nim będziemy świętowali każde, nawet najmniejsze osiągnięcie.

1) Obietnica, jaką otrzymuje dziecko od rodzica, nie może być szantażem: jeśli zrobisz coś dla mnie, to ja również zrobię coś dla ciebie. O wiele lepiej jest powiedzieć:
– Teraz nie kupię ci loda. Pójdziemy na lody jutro.
– Dlaczego nie teraz?
– Bo lody będą smaczniejsze, gdy na nie poczekasz.

2) Godzina pobudki, ścielenie łóżka o tej samej porze, punktualne wynoszenie śmieci, Anioł Pański w południe, ustalone godziny na naukę i modlitwę. Wierność tym stałym punktom dnia kształtuje obowiązkowość i uczy, że pod wpływem emocji nie należy zmieniać raz ustalonego porządku.

3) Jedną z metod monitorowania postępów w kształtowaniu silnej woli jest tzw. „cmentarzyk”. Rysujemy na kartce papieru tabelę, na której zaznaczamy poszczególne dni tygodnia lub miesiąca oraz zadania do wykonania. Wieszamy ją w pokoju na drzwiach i każdego dnia stawiamy plus (krzyżyk) przy zadaniu, które udało nam się wykonać.

Starsze dzieci (9-10 lat) mogą prowadzić zapis swojej wierności obowiązkom w podręcznym diariuszu, pamiętniku. W nim mogą też zapisać cel na najbliższy tydzień i każdego dnia podsumowywać, ile już zrobiły w dążeniu do tego celu, a ile jeszcze mają przed sobą. Najlepiej podzielić drogę do celu na małe etapy. Młody człowiek może to zrobić w formie graficznej, rysując na przykład wspinającego się alpinistę i każdego dnia (lub raz na tydzień) sprawdzać, czy przebył on zaplanowaną drogę, a także zapisywać na rysunku, co ma już za sobą i co musi jeszcze zrobić, by stanąć na szczycie. Rolą rodziców byłoby pomaganie w ustalaniu realistycznych celów do osiągnięcia i stworzenie dziecku okazji do rozmowy o postępach. Motywacji do takiej rozmowy może dostarczyć zwyczaj świętowania w rodzinie każdego, nawet najmniejszego sukcesu.

4) Świętowanie małych osiągnięć dziecka, zauważanie każdego „zaliczonego” etapu drogi do celu – to przede wszystkim nagradzanie go za włożony trud i osiągnięte rezultaty. Dobrą nagrodą jest coś atrakcyjnego, a zarazem przydatnego dziecku do dalszej pracy nad sobą, do rozwijania pasji. Pewna mama, która wychowała kilkoro dzieci, podpowiedziała mi, że najlepszą zabawką i nagrodą dla dziecka – przynajmniej do dziesiątego roku życia – jest sam rodzic, a niemałą atrakcją jest zabranie latorośli ze sobą do pracy.

Zdjęcie autorstwa Yan Krukov z Pexels

Prężenie muskułów woli

Jeśli rodzic zwraca dziecku uwagę, niech robi to tak jak trener dający wskazówki sportowcowi. Z pewnością osiągnie większe rezultaty niż rodzic wyrzucający dziecku, że czegoś nie zrobił. Kształtowanie postawy: „chcę zadać sobie trud” w opozycji do: „muszę to zrobić” – jest kluczem do wzmacniania woli. Trener zachęca, mówiąc: „Możesz to zrobić lepiej, możesz dać z siebie więcej. Już kiedyś ci się udało, spróbuj jeszcze raz. To jest zadanie właśnie dla ciebie. Wierzę w ciebie”.

Zadaniem każdego rodzica jest przygotowanie dziecka do samodzielnego życia, a nie da się uczciwie żyć bez walki. Wrogiem, z jakim twoje dziecko powinno nauczyć się walczyć, nie jest świat, który Bóg przecież umiłował. Największym jego wrogiem będą zawsze jego własne słabości, które dają o sobie znać nieoczekiwanie i stają się groźne, gdy w małym człowieku nie ma woli walki ani doświadczenia trudu w dążeniu do celu.

Wojciech Żmudziński SJ (fragment książki „Rodzice dodający skrzydeł„)